Poporodowy kryzys małżeński

22:47


Na świat przychodzi dziecko.
Jest śliczne, cudowne, takie maleńkie, kochacie je na zabój.
Razem.
Razem też stajecie się rodzicami przez naprawdę wielkie R.

Wasza dotychczasowa rola, którą odgrywaliście w małżeństwie, ulega absolutnej zmianie.
Kochankowie odchodzą w zapomnienie, pojawiają się RODZICE.

Wszystko się zmienia. Czas powoli staje się dla Was próbą. Próbą Waszego związku.

Bo KRYZYS nie czeka na zaproszenie, kryzys wprasza się SAM.


ALE JAK TO SIĘ STAŁO?
Normalnie, jest pewien klimat, przyćmione światło świec, nastrojowa muzyka w tle, jesteście razem w sypialni...
żartuję ;)


No dobrze, ale jak do tego doszło?
Zanim dziecko przyszło na świat, czas płynął powoli. Było go przysłowiowo dużo, choć doba swej wielkości nie zmieniła. Czas, który wspólnie spędzaliście, był czasem zarezerwowanym wyłącznie dla Was. Nie myśleliście wówczas o płaczu, krzyku, pobudkach w nocy, dodatkowych czynnościach w ciągu dnia. Nie myśleliście o dziecku, aż do pewnej chwili...

Wasze dziecko przyszło szczęśliwie na świat, pojawiło się na dobre w Waszych sercach, w Waszym domu.
Wasze dzieciątko wykazywało od pierwszych chwil życia swoje potrzeby - jedzenie, zabawa, sen, pieluszka. Czynności te powoli stawały się dla Was niestety obciążeniem, nie dawaliście sobie rady z pogodzeniem WAS i DZIECKA. Pojawił się nieubłagany BRAK CZASU. Przestaliście mieć ochotę na realizację wzajemnych potrzeb, tych fizycznych i psychicznych. Traciliście radość i uśmiech, a wszystko to co powinno scalać Waszą miłość i szczęście, jakim jest posiadanie dziecka, zaczęło niestety działać w drugą stronę. Zaczęliście się od siebie oddalać, i to coraz bardziej.
Rozmowy zaczęły być kłótniami, wyrzutami. Zamiast spokoju pojawiła się złość. Zmęczenie i brak snu nie dawały za wygraną, wzmagały rozdrażnienie i rozgoryczenie.

Jednym słowem: było źle, było coraz gorzej.

Przestaliście ze sobą rozmawiać, spędzać wspólnie czas, wspierać się.
Przestaliście troszczyć się o Waszą intymność.

Nadszedł kryzys.
 
CZYJA WINA?
W takiej sytuacji trzeba sobie uświadomić, że winę za kryzys ponosicie WY sami. Nie dziecko, tylko Wy. Brak zrozumienia i pomocy, brak czasu dla siebie, brak zwyczajnej ROZMOWY prowadzi do wielu nieporozumień, które w codziennym zmęczeniu i wyczerpaniu przeradzają się w potężne kłótnie. Kłótnie, w trakcie których często padają bolesne słowa, o których ciężko zapomnieć...

W całej codzienności pogubiliście się, straciliście kontakt ze sobą, ten intymny również. Zgubiliście drogę, a razem z Wami zgubiło ją Wasze dziecko. Bo dzieci też czują...

Kryzys, który tak często dopada obecnie małżeństwa, to nie wina nowonarodzonego dziecka. To wina sytuacji, która niefortunnie łączy się z cudownym przyjściem na świat Waszego dziecka, a która doprowadza często do takich właśnie kryzysowych momentów. Sytuacji, w której wkraczacie w nową, życiową rolę - rolę rodzica, i często zapominacie, że oprócz roli rodzica, pełnicie również rolę męża-przyjaciela-kochanka.

Na kryzys składa się wiele powodów: matki skupiają się wyłącznie na dziecku zapominając o własnym mężu, ojcowie niechętnie pomagają matkom w pracach domowych czy przy dziecku, matki też często nie pozwalają ojcom na wykonanie pewnych czynności przy dziecku twierdząc, że same zrobią lepiej, ojcowie często uciekają na męskie spotkania w trakcie "godziny arszenikowej" dziecka. I tak dalej...

JAK TEMU ZARADZIĆ?
Kiedy z mężem dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami, sporo rozmawialiśmy na temat naszych uczuć i tego co będzie po porodzie. Zdaliśmy sobie wówczas sprawę, że owszem kochamy nasze dziecko już od chwili poczęcia, czekamy na nie, chcemy je kochać i wychowywać, ale nie robimy tego dla SIEBIE. Dajemy życie, za które jesteśmy odpowiedzialni, które musi jednak pójść swoją drogą. My tylko naciągając strzałę na cięciwie, nadajemy jej pewien rytm, by dalej wystrzelona w niebo mogła lecieć już... SAMA.

W tym momencie pomyśleliśmy, że w okresie od przyjścia na świat naszego dziecka do momentu rozpoczęcia przez nasze dziecko samodzielnego życia, musimy szczególnie zadbać o NASZ związek. Musimy szczególnie pielęgnować i troszczyć się o relację i uczucia, o relacje psychiczne oraz fizyczne, które nas złączyły i dzięki którym de facto mamy nasze dziecko. Dziecko stało się bardzo ważne w naszym życiu, ale my sami również staliśmy się jeszcze ważniejsi niż dotychczas.

Zapewne właśnie dzięki temu, dzięki rozmowom, wspólnym wyjściom do kina, wspólnym spacerom, wspólnym kolacjom jesteśmy razem, tu i teraz. Nie było kryzysu, nie było "ledwo daliśmy radę".

My po prostu daliśmy radę.

Dlatego dbajcie o Wasz związek, o Waszą miłość. Rozmawiajcie, organizujcie romantyczne wieczory, znajdźcie chwilę dla siebie, skorzystajcie w tym celu z pomocy rodziny czy też przyjaciół. To prawda, kiedy pojawia się dziecko, jest ciężko. Pamiętajcie jednak, że nic nie jest niemożliwe, że RAZEM można wszystko.

Stajecie się RODZINĄ, czymś co daje sens i radość życia. Bo dziecko to czyste szczęście, dlatego nauczcie się cieszyć nim razem. Nauczcie się myśleć o RODZINIE jako całości. Mama, Tata i Dziecko.

Trzymam kciuki :)


You Might Also Like

6 komentarze

  1. Post po prostu trafiony w przysłowiową dziesiątkę! Bardzo cenne rady, nic dodać nic ująć. Pozdrawiaaam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że się spodobał :) Dziękuję!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nas właśnie dopadł taki kryzys po urodzeniu Fasolaków. Jest ciężko, jest naprawdę ciężko. Trwa to już blisko 1,5 roku. Ale zależy mi więc spróbuję coś na ten kryzys poradzić.
    Fajny, motywujący wpis :) A Wam zazdroszczę bardzo rozsądnego i partnerskiego podejścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki by się udało!
      Pamiętaj, dzieci odfruną, Wy zostaniecie :) warto dbać o uczucie, dzieki ktoremu macie Fasolki :)

      Usuń
  4. Oj tak to prawda. Pamiętam jak znajoma mi mówiła, że koło roku po porodzie przychodzi kryzys. E tam. Nam to nie grozi pomyślałam. A jednak jest ciężko. To nie tylko brak czasu, to przede wszystkim zmęczenie i brak chęci na otworzenie buzi do gadania. Ale co nas nie zabija, to nas wzmacnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nie trzeba rozmawiać, wystarczą gesty :) przytulenie czy całus potrafi wiele powiedzieć :)
      Dacie radę!

      Usuń

Polub mnie

Google+ Followers